Sapa

Sapa – nieoznaczone szlaki, Fansipan, Mekka dla turystów

Wsiedliśmy właśnie do popularnego w Wietnamie środka transportu, czyli tzw. sleeping bus’a (zamiast normalnych siedzeń mamy do dyspozycji miniaturowe łóżko – fotele reklamowane przez Wietnamczyków jako european style & standard. Uwaga – reklamy zawierają także taki oto zwabiacz turystów – Without toilet bus is just sleeping box). No to, jak tak, to jedziemy! 🙂 Przed nami 12 godzin jazdy z Hoi An do Na Trang, a to oznacza, że mamy sporo czasu na pisanie.

Według wielu przewodników Sapa to raj dla turystów… My raczej nazwalibyśmy rajem okolicę (oddalone od miasta wioski i góry), do której żeby dotrzeć trzeba się trochę namęczyć, ale warto! Jednak większość odwiedzających to miejsce zostaje w „raju” zwanym Sapa, aby zaspokoić swoje potrzeby posiadania pamiątek w postaci portfelików, bransoletek, innych pierdół.
A teraz trochę praktycznie…

37

00

1

12

Jak się dostać do Sapa i gdzie spać?
W Sapa, bo to miejsce, a przede wszystkim jego okolice chcemy Wam teraz przybliżyć, spędziliśmy kilka dnia. Dostanie się tam z Hanoi całkiem sprawnie nam poszło. Zaczęliśmy od nocnego pociągu do Lao Cai. Nad ranem, jak tylko wysiedliśmy na stacji docelowej oczywiście przywitał nas wianuszek taksówkarzy. Ostatecznie wybraliśmy opcję busa dla turistasów za całkiem dobrą cenę (50 tys. dongów za osobę = ok. 9 zł). Bo żeby dostać się do Sapa, trzeba jeszcze podjechać jakieś 36 km górkami i przełęczami z Lao Cai. Jak później rozeznaliśmy, w obie strony średnio co 1,5 godziny kursują także lokalne busy za 30 tys. dongów. W Lao Cai wyjeżdżają z dworca autobusowego (po wyjściu z dworca kolejowego 400 m prosto), a w Sapa przystanek znajduje się w samym centrum, na placu. Wypróbowaliśmy w drodze powrotnej i polecamy! Taniej, szybciej, bardziej komfortowo no i z lokalsami – a to zawsze dobra okazja, żeby czegoś więcej się o nich dowiedzieć.
Jak już dostaliśmy się do miasta, to standardowo, wyruszyliśmy na poszukiwanie miejscówki do spania. Ceny noclegów w Sapa są dość wysokie, zaczynają się od około 14 dolarów za noc. Nam się udało znaleźć fajne miejsce i wytargować cenę 10 dolców za 2 osoby za noc, Polecamy Asiana Hotel z widokiem na Fansipan! Miła obsługa, bardzo czysto i nie ma wokół dużej ilości turystów, sklepików z pamiątkami itp. Hotel jest oddalony o jakieś 4 minuty spacerkiem od głównego placu. Jak się poruszać po okolicy? No jeśli chcecie samodzielnie, bez korzystania ze zorganizowanych wycieczek, to na piechotę lub skuterkiem. My wypożyczyliśmy skuter (4 dolary/dzień), żeby móc zjechać okolicę i dojechać w góry pod szlaki, których nie ma.

Co tam w ogóle można robić?
Miasto samo w sobie nie jest atrakcyjne, należy je bardziej traktować jako bazę wypadową w góry. Ulice utkane są z setek agencji turystycznych, restauracji dla turystów i hoteli. Mienią się jednak kolorami tęczy i to nie tylko dzięki zawieszonym na drzewom lampkom, ale za sprawą wszędobylskich, nagabujących turystów na kupno czegoś, bądź wspólny trekking kobiet Hmongów. I to one wzbudziły w nas chyba największe zainteresowanie. Te ubrane w kolorowe, zdobne stroje przedstawicielki grup etnicznych zamieszkują pobliskie górskie wioski. I te właśnie rejony postanowiliśmy bliżej poznać. Ale to za chwilę. Najpierw wszystkie atrakcje:) No więc, można sobie wjechać 6 km koleją linową na najwyższy szczyt Indochin (3 143 m n.p.m.) – Fansipan i stąpnąć na jego wybetonowany wierzchołek. Można się też na niego samodzielnie wdrapać, ale z opcją przewodnika – trekking 2-3 dniowy.

Kolejna opcja to lokalna wioska Cat cat – my sobie podreptaliśmy tam na piechotę z Sapa. Ale jest opcja turistasowych busików. Na końcu drogi natknęliśmy się na pana w budce, któremu zapłaciliśmy 100 tys. dongów za nasze bilety wstępu i mapkę okolicy ze szlakiem. No dla nas to było strasznie nudne, zwiedzanie wioski – czyli domów wystawowych z co drugim sklepikiem z pamiątkami, wodospadu wokół, którego wszystko wybetonowali i kilku mostków. Ale nam nie o to chodziło. Chcieliśmy znaleźć szlak na Fanspian.

15

13
Uknuliśmy chytry plan, że zdobędziemy szczyt w jeden dzień, bez przewodnika, bez żadnej bazy. Zatem odwiedzając Cat cat zboczyliśmy z wyznaczonego szlaku i zrobiliśmy sobie trekking po dżungli na rozgrzewkę w poszukiwaniu trudniejszego podejścia pod szczyt (szlak jest oznakowany chyba jedynie dla lokalsów za pomocą czerwonych znaczeń na niektórych kamieniach i korzeniach). Nie było łatwo. Nawet Wojtas, ze swoją super orientacją w terenie i Googlowymi mapami (które akurat tutaj, w okolicach Chin, są mocno niedokładne) miał małe problemy. Mnie jednak najbardziej odstraszały zsuwające się zbocza góry, po których szliśmy i duże, kolorowe pająki, które czasem lądowały nam na twarzach w czasie przedzierania się między dżunglowymi krzakami. Wracając do tematu, to tej opcji podejścia pod Fansipan nie polecamy i widać, że jest to szlak rzadziej uczęszczany.

Jest jednak drugie wejście, oznakowane i trzeba mieć bilety. To wejście bardziej polecamy. Jak się tam dostać? Trzeba dojechać do przełęczy Tram tom (jakoś tak). Główna droga z Sapa prowadzi dalej w góry w kierunku Lao chu ( jakoś tak to brzmiało:)). Po kilkunastu kilometrach przed przełączą, po lewej stronie jest brama do parku i ścieżka prowadząca do ładnego wodospadu. Tam też zaczyna się kolejna wersja podejścia pod Fansipan. Dostać się tam można także taksówką i busem, ale najwygodniejszy sposób to wypożyczyć skuter i dojechać tam na własną rękę. I co ważne! Ścieżka do wodospadu biegnie w prawo, natomiast na Fansipan w lewo, zaraz przy placu gdzie można kupić bilety.

Ludzie gór
To co nas jednak najbardziej zainteresowało w okolicy, to zamieszkujące tutejsze góry grupy etniczne. W tym rejonie mieszkają Czarni, Biali i Kwieciści Hmongowie oraz ludzie Dzao, z dużymi, czerwonym turbanami na głowach.

17

16

18

19

Każda z tych grup wyróżnia się innymi strojami i inną specyfiką wyrobów, które produkują. Czarni Hmongowie noszą czarne, delikatnie zdobione stroje, natomiast wielokolorowe, pasiaste spódnice, to już znak rozpoznawczy Kwiecistych Hmongów. Aby trochę bardziej przyjrzeć się temu jak oni żyją postanowiliśmy wybrać się w góry, z dala od wszystkich turistasowych baz noclegowych i guesthousów. Wynajęliśmy skuter. Część drogi pokonaliśmy naszym dwukołowcem, część piechotą. W ciszy,  pokonywaliśmy kolejne kilometry niezaznaczonych nawet na mapach Google krętych odcinków górskich wiosek przypatrując się z boku codzienności tych ludzi… Nie robiliśmy zbyt wielu zdjęć. Obrazy zachowaliśmy dla siebie. Nie wypadało.

32

31

30

21

23

22

36

35

3 myśli na temat “Sapa – nieoznaczone szlaki, Fansipan, Mekka dla turystów

  1. Chyba w tych wioskach czas płynie znacznie spokojniejszym tępem. Mi te krajobrazy i Ci ludzie przypominają inne południowo-azjatyckie wioski, w których akurat byłem – chińskie wioski z prowincji Guangxi. Polecam jak najczęściej wchodzić w interakcję z lokalnymi ludźmi i rozweselać ich dzieci.

  2. Hej:)
    Moglibyście powiedziec coś więcej o tym drugim wejściu na Fansipan?Słyszałem,że samemu nie wpuszczają na szla bez przewodnika?Czy można kupic bilet i jakoś samemu się dostac na szlak?
    Pozdrawiam

    Ps.
    Super stronka:)

    1. Hej Paweł!
      Trochę późno Ci odpowiadamy, ale mieliśmy chwilowy przestój w blogowaniu, który właśnie nadrabiamy:) Jeśli chodzi o Fansipan, to nam też mówili wszyscy, że tylko z przewodnikiem i tylko odpłatnie, ale jest możliwość zrobienia tego na własną rękę. Trzeba tylko wcześnie wstać i podjechać pod drugą bramę parku skąd rozpoczyna się szlak. Lepiej być tam ok. 5.00, bo ponoć później są strażnicy. Całość zajmuje ok 5-6 h.

Dodaj komentarz