Hinduskie kobiety w Hampi

Indie – jak tam właściwie jest? Pierwsze przemyślenia

Różnorodne – tak jednym słowem określiłabym Indie. Marzyłam o tym miejscu i marzyłam. Ciągle odkładaliśmy decyzję, żeby tam pojechać, bo chyba trochę przerażały nas te Indie po usłyszanej nieskończonej ilości historii o kradzieżach, atakach z nożem, ludziach umierających na ulicy no i jeszcze tych gwałtach…..
Brama Indii
Brama Indii

Do Mumbaju dolecieliśmy lotem z przesiadką w Zurychu. Z Zurychu to już tylko 8 godzin i jesteśmy na miejscu ( lecieliśmy Swissem i szczerze polecamy – wygodnie i komfortowo, a do tego smaczne posiłki na pokładzie). Po wyjściu w środku nocy  z samolotu od razu uderza nas ciężkie powietrze i jego charakterystyczny dla Mumbaju zapach. Ponoć miał to być smród, ale my tam smrodu żadnego ( jeszcze wtedy) nie czujemy. Jest po prostu duszno, wilgotno i głośno. Bardzo głośno.
Z lotniska idziemy na piechotę do oddalonego o 2 km hotelu ( zarezerwowaliśmy wcześniej pokój za 100 zł na booking.com). Nie jest tak źle. Miały być jakieś slumsy i w ogóle, ale jest tylko ciemno, zaczyna śmierdzieć i tyle. No brudno, bardzo brudno. Mury budynków pokryte wilgocią, pleśnią. Miejscami czuć kadzidła. Mijamy pojedyncze osoby – śpiące na ziemi, podpierające mury. Okna za kratami, kable elektryczne na zewnątrz, ale jak to w Azji. I szczerze, to, to wszystko ma swój urok, za czym tęskniłam. Nasz punkt widzenia jest pewnie trochę inny po tych paru miesiącach spędzonych w azjatyckich krajach. Przywykliśmy już do widoku „takich” ulic i do radzenia sobie w przedziwnych miejscach. Pewnie gdybyśmy tu przyjechali bez wcześniejszych azjatyckich doświadczeń to szok byłby większy:)

Wyobrażałam sobie te Indie, jako jakiś zacofany kraj z ulicami, na których nie ma czasem gdzie nogi postawić, bo trzeba wybierać pomiędzy wdepnięciem na krowie łajno, stąpnięciem na trędowatego człowieka czy zdechłego szczura. Dosłownie takie relacje słyszałam przed przyjazdem tutaj! Stąd ten tekst, bo za nim Wam opowiem o naszych przygodach i odwiedzonych miejscach, chcę żebyście spojrzeli na Indie jak na różnorodny, przepięknych, rozwijający się kraj, w którym jest wszystko – od bogactwa jakiego nigdzie nie widzieliście, po skrajne, ale to naprawdę skrajne ubóstwo i nędze. Jako kraj, w którym są też mili, pomocni ludzie mówiący po angielsku, pracujący w korpo czy w rodzinnych restauracjach, a nie tylko trędowaci na ulicach i guru modlący się w świątyniach.

kobiety Hinduski przechodzące mumbajską ulicą

Pierwsze odczucia
Jaki jest ten Mumbai?
No myślałam, że tam wszędzie te krowy chodzą. A tam przepiękne kolonialne budynki – Dworzec Króla Śiwadźiego, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO czy Brama Indii – 26-metrowy łuk triumfalny. Krowy to pasły się o poranku przy jednym z rond, po czym znikały po śniadaniu. To samo te chodnikowe obozy – czyli ludzie bezdomni i ich domki . Późnym wieczorem budowali z kartonów, czy jakiś worków szałasy, w których spędzali noc. O poranku gotowali na ognisku w garnkach, jedli i pakowali wszystko. Resztę dnia spędzali żebrząc i potem znów rozpakowywali dobytek.
Idąc chodnikiem faktycznie trzeba uważać, ale nie na trędowatych ( bo ich tam nie ma poza slumsami), ale na śmieci i odkrytą kanalizację w postaci kanałów z pomelinami jakimiś. Fu!
A na ulicach do tego świeże kokoski, chińszczyzna, streetfoody. No wszystko. Jest McDonald, są restauracje, sklepy. I oczywiscie niewyobrażalny gwar, hałas i tłumy, tłumy ludzi wszędzie! Wszędzie tylko kolejki i te masy ludków.
Budynki zakratowane. Wszędzie, po 17-ste piętra kraty w oknach. Lepsze osiedla z ochroną za wysokimi murami. Średnia i wyższa klasa, to właściwie przemieszcza się samochodami z domu do pracy,  z restauracji do domu itd. Reszta chodzi ulicami. Widać różnice klasowe, ale widać też granice między nimi. Są lepsze dzielnice i są slumsy. Do slumsów nie wchodziliśmy, ale napatrzyliśmy się z daleka, z samolotu i potem pociągów. Wystarczyło. Nie ma tu co dużo pisać. Są to ludzie, którzy się tam urodzili i którzy tam umrą. Pogodzeni z tym. Nie walczą. Po prostu tam żyją i tyle. I rzadko ich spotykaliśmy na ulicach. To samo w pociągach. Jest podział i koniec. Społeczeństwo, klasy wyższe ich nie widzą. Nie istnieją dla nich. Porządek jest pilnowany i bilety sprawdzane w każdym środku transportu. Jadąc pociągiem mijasz te slumsy, których mieszkańcy wzdłuż torów bez skrępowania, wystawieni na publikę, urządzają sobie toaletę. No ale masz wybór, patrzeć nie musisz:)

ulica mumbaiJedna z ulic w Mumbaju
kino 2
Przechodząc do przyjemniejszych tematów, to Bollywood! Tak, tak stolicą bollywodzkiego kina jest właśnie Mumbai. Na każdym kroku, dosłownie wszędzie są tu kina! W ciągu dnia możecie wybierać w przeróżnych projekcjach – od najnowszych produkcji po stare, bollywodzkie filmy akcji. Jest w czym wybierać, a bilety dla przykałdu kupiliśmy za 1,25zł za osobę:) Trafiliśmy do starego kolonialnego teatru zaadaptowanego obecnie na kino. Film był…. powiedzmy ciekawy:) No typowo bollywoodzki – dużo tańców, krzyków, dynamicznych przejść między scenami i niewyobrażalnie zabawnych scen:) To co nas zafascynowało szczególnie, to przede wszystkim Hindusi, którzy krzyczeli w tym kinie i się emocjonowali przygodami bohaterów filmu. Rzucali jedzeniem, wstawali, siadali i tak na zmianę. Emocji w tym wszystkim dużo było. Polecamy, bo warto to zobaczyć.

kino3      Wejście do jednego z kin w Mumbaju
kinoKasa biletowa w kinie

A tak poza tym, to oczywiście jedzenie w Indiach jest genialne! Przeróżniaste potrawy od najbardziej popularnego Dhalu po Biryani, Butter chicken czy wszechobecne i genialne Mango Lassi!
Ale o tym i więcej o Indiach w kolejnych wpisach.
Jeśli coś Was szczególnie interesuje o czym warto, żebyśmy napisali, to piszcie w komentarzach!

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz